KS. ZDZISŁAW KAŁUZIŃSKI

"IDŹCIE PO MOICH ŚLADACH..." KS. DR PIOTR GOŁĘBIOWSKI - PROBOSZCZ PARAFII BAĆKOWICE W LATACH 1941 - 1945


       Ksiądz dr Piotr Gołębiowski profesor i ojciec duchowny Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu, otrzymał nominację na proboszcza w Baćkowicach 16 sierpnia 1941 roku. Parafię objął oficjalnie 4 września tego roku1. Parafia Baćkowice leży u podnóża Gór Świętokrzyskich na trasie z Opatowa do Łagowa w malowniczej dolinie rzeki Pokrzywianki2.
       Ksiądz dr Piotr Gołębiowski, gdy przybył do parafii, pierwsze swoje kroki skierował do kościoła, który obejrzał dokładnie i dłuższy czas spędził na modlitwie3. Potwierdziły się opinie, że nowo przybyły proboszcz jest kapłanem niezwykłym i świątobliwym4. Po objęciu parafii, w pierwszym kazaniu do parafian nowy proboszcz podkreślił, że chce kontynuować dzieło swego poprzednika, ale musi się jeszcze wiele nauczyć i poprosił parafian o pomoc w kierowaniu spółdzielniami istniejącymi w oparciu o parafię, a Komitet Parafialny zachęcił do większej aktywności w pracach duszpasterskich i remontowo-budowlanych5. W krótkim czasie parafianie baćkowiccy, nabrali pełnego zaufania do swojego duszpasterza. Prostota, łatwość nawiązywania kontaktu z wiernymi, skromność i powaga w rozmowie, wsłuchiwanie się w różne problemy swoich dzieci czyniły z niego ojca dla wszystkich swych parafian. Sam chodził po kolędzie w okresie Bożego Narodzenia. Często się zdarzało, że pieniądze otrzymane od bogatych, przekazywał biednym, którym brakowało pieniędzy na kupno kawałka chleba. Gdy go częstowano, nigdy nie odmawiał oferowanego posiłku. "Jadł u nas w domu razem z całą rodziną pyzy z cukrem" - wspominała mieszkanka Stanisławowic6. Kierował się zawsze dobrem swoich parafian, nie zważał na niemieckie zakazy, że pod karą nie wolno chodzić po kolędzie7. Do chorych również jeździł sam, szczególnie w nocy, gdyż uważał że ksiądz wikary musi być wypoczęty do pracy katechetycznej z dziećmi8.
       Pieszo chodził odwiedzać chorych nie tylko do domów, ale i do szpitala opatowskiego. Spowiadał ich, pocieszał, udzielał im błogosławieństwa9. Szczególnie trudny był okres, gdy front niemiecko-rosyjski zatrzymał się w Baćkowicach. W sytuacji, kiedy to Baćkowice znalazły się w strefie przyfrontowej, poruszanie się furmanką było bardzo niebezpieczne. Wysłanie podwód po księdza do chorego na większości pasa przyfrontowego ze względu na miny i ostrzał artyleryjski było niemożliwe. Cały teren był zaminowany, nawet wąska dróżka do kościoła. Proboszcz Gołębiowski musiał wąską ścieżką, między minami dojść do Baćkowic, dopiero w bezpiecznej odległości od linii frontu wsiadał na furmankę i dojeżdżał do chorego10.
       Do chorych przychodził wieczorem, gdyż w ciągu dnia z obu stron ciągle strzelano. "Pewnego razu przyszedł do budynku mleczarskiego z różańcem w ręku. Był bardzo blady, co parę kroków musiał padać na ziemię. W sutannie zauważyliśmy dziury, w kilku miejscach była przestrzelona" - tak wizytę ks. Gołębiowskiego wspomina M. Kot z Baćkowi11.
       Po wysiedleniu mieszkańców Baćkowic, proboszcz Gołębiowski musiał przenieść się do Mominy i stamtąd przychodził pieszo do chorych i konających, nie bał się pocisków i kul, mówiąc: "Ja nie mam rodziny, zginę, to sam". Nigdy się nie załamywał. Modlił się z parafianami, pocieszał ich i pokrzepiał duchowo12.
       Wł. Firmanty, wówczas młodzieniec, pochodzący z Olszownicy tak wspomina wizytę ks. Gołębiowskiego: "Na Boże Narodzenie 1944 roku przyszedł do szpitala w Opatowie nas odwiedzić, pytał o zdrowie, jak się czujemy. Wyspowiadał nas, udzielił Komunii św. chorym. Wspólnie odmówiliśmy cząstkę Różańca świętego i złożył nam życzenia świąteczne"13.
       Jak tylko mógł, tak pomagał chorym w zdobywaniu lekarstw i środków opatrunkowych. Sam często przy pomocy książki lekarskiej wyszukiwał przepisy, jak leczyć chorych, gdy nie było lekarza. Tak wyleczył z żółtaczki Zofię Podsiadło z Żernik. Powiedział rodzinie opiekującej się chorą: "Ufajcie Matce Bożej, a chora będzie zdrowa". Po kilku tygodniach tak też się stało. Chora powróciła do pełni sił14.
       Wraz z objęciem probostwa w Baćkowicach czekała go nie tylko praca duszpasterska, ale także ogrom pracy administracyjnej: w Spółdzielni Rolniczo-Handlowej, Spółdzielczej Kasie Stefczyka, Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej. Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa zajmowała się skupem płodów rolnych od swoich członków, które następnie sprzedawała odbiorcom hurtowym i indywidualnym, osiągając z tej działalności duże zyski. W Spółdzielczej Kasie Stefczyka było zorganizowanych prawie 1000 członków. Podczas różnych zebrań, narad i konsultacji z członkami samorządów spółdzielni, ujmująco i wnikliwie rozpatrywał różne sprawy i problemy związane z działalnością statutową tej organizacji. Prowadził narady w serdecznej atmosferze, wyzwalał inicjatywę i zaangażowanie, doceniał wartość logicznego chłopskiego rozumowania. Miał wielki autorytet i uznanie u władz nadrzędnych, których przedstawiciele przyjeżdżali na kontrole. W decyzjach przyznawania pożyczek dla członków, zwracał zawsze uwagę na stan majątkowy i potrzeby ubiegających się o kredyt, przyznając pierwszeństwo ludziom biednym i potrzebującym pomocy.
       Każda sprawa musiała być rozpatrzona bardzo wnikliwie, nie było mowy o żadnym protekcjonizmie15. Dzieło poprzednika księdza magistra kanonika Romualda Górskiego, założyciela i wieloletniego prezesa tych organizacji, mimo trwającej wojny miał dalej kontynuować. Czekało go nowe wyzwanie, które musiał podjąć i wypełnić. Dwa razy w tygodniu przychodził jako prezes do budynku Kasy Stefczyka na spotkanie z członkami Zarządu bądź Rady Nadzorczej. W sposób niezwykle demokratyczny i kolegialny koordynował pracę członków wyżej wymienionych organizacji spółdzielczych.
       Ks. P. Gołębiowski Msze święte celebrował dostojnie i z wielką pobożnością. Na sumach, które celebrował, chór pod kierownictwem miejscowego organisty Władysława Hołody śpiewał zawsze piękne pieśni gregoriańskie16. Wygłaszane w czasie Mszy świętych i nabożeństw kazania trafiały do serc i sumień parafian. Głęboko ich poruszały i zawsze wywoływały zbawienne skutki. Każdy uświadamiał sobie złe skutki grzechu i budził niezłomną wolę poprawy. Proboszcz zapraszał różnych kapłanów z dekanatu, w tym profesorów seminarium z Sandomierza do pomocy, którzy odprawiali Msze święte, wygłaszali kazania i rekolekcje, oraz chętnie spowiadali parafian, jednocząc ich z Bogiem i drugim człowiekiem.
       Pierwsze dni po wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej tak wspominają mieszkanki parafii: "Z Mominy szłam do kościoła, po sumie ksiądz proboszcz wychodził na spotkanie ze swoimi parafianami, rozmowa trwała dłuższy czas. Słowa proboszcza były serdeczne, pocieszające, pełne nadziei, dodawały siły do przeżycia tak ciężkich dni"17. "W styczniu 1945 roku po powrocie z wygnania ksiądz proboszcz odprawił niedzielną Mszę świętą w zakrystii. Mój brat odpowiadał, jak to zwykle czyni organista. Kościół był zniszczony"18.
       Proboszcz odprawiał Msze święte w kostnicy obok kościoła, a potem w zakrystii, dopiero po usunięciu gruzu i wymianie dachu w kościele przy Głównym Ołtarzu19.
       Lubił spowiadać. Siadywał w konfesjonale i zachęcał parafian do spowiedzi i częstej Komunii świętej 20. Na spowiedź przed odpustami i świętami zapraszał innych księży. Sam chętnie spowiadał o każdej porze dnia21. Jako proboszcz udzielał chętnie sakramentów świętych swoim parafianom.
       Nabożeństwa pogrzebowe starał się odprawiać jednakowo dla wszystkich, nikogo nie wyróżniał i nikogo nie pomijał. Zawsze z żywą wiarą w życie wieczne i nadzieją na zmartwychwstanie, poruszał serca słuchaczy w tych trudnych chwilach rozłąki z bliskimi. Wiele pogrzebów sprawował, nie biorąc pieniędzy. Po pogrzebie małej dziewczynki zmarłej na zapalenie płuc, w rozmowie z jej zrozpaczoną matką, która płacząc wyznała, iż jest tak biedna, że nie ma na zapłatę za posługę, ks. proboszcz P. Gołębiowski uścisnął jej rękę i powiedział: "Nie płacz moje dziecko. Największym krzyżem jest życie bez krzyża"22.
       Ludzie, którzy zginęli podczas wojny, byli chowani w różnych miejscach. Po zakończeniu działań wojennych ciała zmarłych i zabitych ekshumowano i ksiądz proboszcz chował na cmentarzu za darmo, najwyżej od bogatych przyjął coś do jedzenia. Tak pogrzebał około 80 osób23.
       Parafianie baćkowiccy po zakończeniu wojny przychodzili do tymczasowej plebanii z prośbą o pochowanie najbliższych, którzy zginęli w czasie działań wojennych. Ksiądz proboszcz z dużym współczuciem i głębokim wzruszeniem słuchał opowiadań parafian o tragicznych przeżyciach. Następnie notował ich dane w książce i wyznaczał termin pogrzebu. Nie brał zapłaty, szedł na czele skromnego konduktu niosącego prostą trumnę. Pochował w ten sposób około 100 osób24.
       W niecały rok po objęciu parafii, 24 maja 1942 roku w uroczystość Zesłania Ducha Świętego odbyła się kanoniczna wizytacja parafii, przez ks. biskupa Jana Kantego Lorka, połączona z bierzmowaniem 1065 osób. Protokół wizytacyjny stwierdza, że: "wskutek warunków wojennych praca księdza proboszcza Gołębiowskiego musi być ograniczona tylko do kościoła i z konieczności nie może obejmować działalności społecznej prowadzonej w takim zakresie jak za księdza Górskiego. Można śmiało stwierdzić, że pod względem urobienia duchowego ludzi, parafia Baćkowice z małymi wyjątkami zajmuje jedno z pierwszych miejsc w diecezji. Świadczą o tym częste spowiedzi, dwadzieścia cztery tysiące rozdanych Komunii świętych. Liczne powołania zakonne. Świadczy to o ochotnym garnięciu się wiernych do Kościoła. Nawet ich zewnętrzna postawa wobec kultu Bożego, który starają się uświetnić pięknymi śpiewami i czynnym udziałem swoim" 25. O żywej wierze i pracy duszpasterskiej proboszcza świadczą liczby czynnie zaangażowanych parafian w stowarzyszeniach: 89 Kółek Żywego Różańca mężczyzn i kobiet, 116 sióstr trzeciego Zakonu św. Franciszka z Asyżu, które czynnie opiekowały się chorymi w parafii, a w Uroczystość św. Antoniego gromadziły się na swoje specjalne nabożeństwo, 500 członków Bractwa Trzeźwości, Bractwo światła pod wezwaniem św. Józefa, troszczyło się o świece dla kościoła, zapalane podczas Mszy świętych i różnych nabożeństw. Kółko ministrantów liczyło 30 chłopców. Działał też chór parafialny doskonale śpiewający26.
       Parafianie zgromadzeni w tych organizacjach kościelnych, swoim życiem dawali przykład chrześcijańskiego postępowania i zachęcali do naśladowania. Również kościół jako miejsce spotkań modlitewnych całej parafii był w należytym porządku. Po wojnie należało odnowić wnętrze świątyni baćkowickiej, ponieważ wilgoć źle wpływała na jego piękną polichromię.
       Cmentarz parafialny znajdujący się w niedalekiej odległości od świątyni mimo zniszczeń dokonanych w kościele zachował się nienaruszony. Na teren cmentarza można było wejść przez zamykane furtki i bramę. Rozplanowane alejki i ścieżki, oraz podzielone miejsca na poszczególne kwatery grobowe, świadczą o dobrej organizacji i porządku panującym na tym miejscu wiecznego spoczynku zmarłych parafian27.
       Ksiądz Piotr Gołębiowski, starał się udzielać młodym parafianom sakramentu małżeństwa, wygłaszając z tej okazji stosowne kazanie wraz z życzeniami.
       Szczególną opieką otaczał wdowy i sieroty. Pocieszał, podnosił na duchu, udzielał pomocy materialnej28. Dużą ilość mężczyzn z parafii Baćkowice okupant wywiózł na przymusowe roboty do Niemiec. W tych rodzinach Proboszcz zastępował im ojca i opiekuna. Wielu przeżyło dzięki jego pomocy29 Dzieciom z ubogich rodzin kupował ubrania i buciki do I Komunii św.30 Pomoc udzielana przez ks. P. Gołębiowskiego pozostała także w pamięci Leokadii Krowińskiej31.
       W czasie nasilonych działań wojennych wielu nie miało się gdzie schronić, ukrywali się w suterenie plebanii. Ksiądz proboszcz dzielił się z każdym tym, co miał. Chodził również do ludzi ukrywających się w bunkrach, rozmawiał z nimi, podnosił na duchu, modlił się. Maria Ligas wspomina: "Mój mąż z drugim chłopem, gdy zawieźli proboszczowi zboże do młyna, ten podzielił się z nimi mąką"32.
       Pani Wodyńska żona kierownika szkoły w Baćkowicach, której mąż był współpracownikiem księdza Górskiego i został wywieziony do Oświęcimia, została z trójką dzieci. Ksiądz Gołębiowski przyszedł jej z pomocą33.
       Dla każdego znajdował czas, aby z nim porozmawiać, wysłuchać jego problemów, dać słowa otuchy i pocieszenia. Wspierał studiującego w seminarium sandomierskim kleryka Antoniego Stanisława Frejlicha.
       Ksiądz proboszcz prowadził również tajne nauczanie. Na terenie parafii znajdowało się wielu wybitnych profesorów wysiedlonych z większych miast, którzy przypadkowo znaleźli się w Baćkowicach. Zdolnemu chłopcu, który ukończył I klasę gimnazjum proboszcz zaproponował pomoc w nauce i przygotowaniu się do przedmiotów ogólnokształcących. Trzy razy w tygodniu po godzinie 1900 przychodził na plebanię. W ciągu dwóch lat nauki zaliczył II i III klasę gimnazjum34. Syn organisty w Baćkowicach zdał egzamin w czerwcu 1939 roku do Państwowego Gimnazjum w Sandomierzu. Wybuch wojny przekreślił możliwości rozpoczęcia nauki. Ksiądz Gołębiowski zaproponował mu, by rozpoczął naukę w zakresie szkoły średniej. Zaliczył w ten sposób dwie klasy gimnazjum35.
       W okresie działań wojennych, kiedy to linia frontu stanęła w pobliżu Baćkowic od sierpnia 1944 r. do wyzwolenia w 1945 r., w pomieszczeniach plebanii znalazło schronienie około 20 osób wypędzonych z innych parafii. Znaleźli pod opiekuńczymi skrzydłami ks. P. Gołebiowskiego warunki do przetrwania tych trudnych czasów. W sierpniu 1944 roku Niemcy wobec zbliżania się do Baćkowic linii frontu wydali rozkaz natychmiastowego opuszczenia plebanii. Po ciemku w wielkim pośpiechu załadowano rzeczy osobiste, pościel i niewielką ilość żywności i ks. proboszcz wraz z podopiecznymi wyruszył na tułaczkę.
       Ksiądz proboszcz szedł pierwszy z różańcem w ręku, za nim ksiądz wikary Jan Oktobrowicz, organista z rodziną i kościelny z najbliższymi oraz kilku najbliższych sąsiadów. Ewakuacja odbywała się pod gradem kul. Wszyscy bali się o swoje życie. Ksiądz Gołębiowski zamieszkał u proboszcza w Mominie, pozostałych wygnańców przyjęli życzliwi ludzie z okolicznych wiosek. W Mominie ksiądz wygnaniec pomagał tamtejszemu księdzu proboszczowi Godzwanowi w pracy duszpasterskiej. W każdą niedzielę po sumie, spotykał się ze swoimi parafianami, rozmawiając z nimi. Dzielił ich troski i obawy, wlewał w serca wiele nadziei tak potrzebnej w tych trudnych czasach. Parafianie baćkowiccy ciągnęli tłumnie do Mominy, bo tylko tutaj mogli się pomodlić, spotkać ze swoim proboszczem i nabrać sił do pokrzepienia serc z tych niezwykłych spotkań. Ksiądz proboszcz troszczył się o każdego parafianina. Dla rodziny kościelnego Władysława Podsiadły, dzielącego ze swoją rodziną jego tułaczy los, wystarał się o przydziały podstawowych artykułów: mąki, cukru, soli i zapałek u sekretarza gminy Modliborzyce36.
       Pod koniec wojny Niemcy zabrali rodzinie kościelnego krowę, którą zwrócono, dzięki interwencji księdza Gołębiowskiego. Znajomość języka niemieckiego ułatwiała mu załatwianie różnych spraw u okupanta. Między innymi, uzyskawszy pozwolenie odwiedzenia kościoła w Baćkowicach, z pomocą parafian wywiózł kielichy i monstrancję. Następnym razem Niemcy zwrócili ornaty, na których spali w zakrystii oraz bieliznę kościelną37.
       W styczniu 1945 roku powrócili razem do Baćkowic, zastając ruiny i zgliszcza. Kościół został poważnie zniszczony, ściany południowa i wschodnia zostały uszkodzone. Dach mocno podziurawiony pociskami i kulami, okna i drzwi zniszczone i powyrywane, szyby wszystkie wybite. Strop blisko chóru załamany, organy uszkodzone. Ołtarze zniszczone odłamkami pocisków. Obraz Matki Bożej Różańcowej wycięto z ram. W jego miejscu umieszczono obraz św. Stanisława Kostki. Jedynie trzy dzwony pozostały nienaruszone i wzywały wiernych do modlitwy i udziału w nabożeństwach38. Teren kościoła i plebanii był zaminowany. Ksiądz Gołębiowski, idąc między minami, powiedział do parafian: "Idźcie po moich śladach do kościoła".
       Plebania, organistówka oraz zabudowania gospodarcze zostały spalone, w dobrym stanie pozostały jedynie mury39. Proboszcz zamieszkał w domu spółdzielczym oddalonym od kościoła około 600-700 metrów. Dzielił się z jego mieszkańcami chlebem i ... butami40,
       W czerwcu 1945 roku po odprawieniu rannej Mszy świętej ksiądz proboszcz został aresztowany przez wojsko rosyjskie. Siłą wepchnięto go do samochodu i domagano się, żeby powiedział, gdzie są partyzanci i kto z mieszkańców Baćkowic jada mięso. Proboszcz spokojnie odpowiadał: "ja mięsa nie jadam i nie wiem kto je". Był poddawany silnej presji, by odpowiedział na pytania enkawudzistów. Grożono mu i innym aresztowanym, że gdy nie powiedzą, to wszyscy zostaną rozstrzelani. Ksiądz proboszcz odpowiadał konsekwentnie: "nie wiem", udzielił błogosławieństwa aresztowanym i wraz z nim ciągle się modlił. Po kilku godzinach został zwolniony41.
       Lata, w których przyszło duszpasterzować księdzu P. Gołębiowskiemu w Baćkowicach, przypadły na trudny czas wojny. Tu sprawdzały się ludzkie charaktery, dobry przykład umacniał i krzepił. Pozostał w pamięci parafian, ich dzieci i w przekazach jako kapłan rozmodlony42, który nigdy nie narzekał, ciepłymi słowami dodawał otuchy. Na twarzy widać było spokój i radość, nigdy najmniejszego zdenerwowania43. Był bardzo pobożny, pełen poświęcenia, miłosierdzia, męstwa i odwagi44. W celu zastraszenia był prowadzony z sekretarzem gminy i innymi osobami pod las na rozstrzelanie przez żołnierzy radzieckich, szedł wówczas spokojnie z różańcem w ręku, modlił się razem z innymi45. Doskonale rozumiał ludzi cierpiących, wlewał do ich serc tak gorącą wiarę w Boga, że ich cierpienia stawały się lżejsze 46. W tych ciężkich latach, pełnych biedy i nędzy ksiądz proboszcz był dla swoich parafian wzorem i przykładem w znoszeniu ciężarów ran zadanych przez wojnę: strasznych zniszczeń materialnych i tych moralnych - dokonanych w sercu i sumieniu ludzkim.
       Skutki wojny i położenia linii frontu w pobliżu Baćkowic były przerażające. Olbrzymie zniszczenia, spalone gospodarstwa, brak ziarna na zasiew to efekty kilku lat wojny. Ludzie mieszkali w bunkrach i ziemiankach. Pojawiła się depresja duchowa, zniechęcenie, smutek. Do tego doszła plaga myszy, która niszczyła i& tak skromne zapasy. Pomocy z zewnątrz nie było żadnej. Władze w Opatowie tłumaczyły się, że nie mają pieniędzy. W Kielcach również bezradnie rozkładano ręce47.
       Parafian czekała wielka praca i zaangażowanie, aby swoje domostwa i gospodarstwa przywrócić do dawnego stanu. Na proboszcza czekała również ciężka praca duszpasterska. Zaleczyć rany ducha zadane przez okrucieństwo wojny, przywrócić wiarę w sercach ludzi w Boga i drugiego człowieka. Przyszedł czas rodzenia, czas sadzenia, czas budowania, czas miłowania i czas pokoju48.
       Dnia 23 lipca 1945 roku ksiądz Gołębiowski został przeniesiony do Radomia na stanowisko rektora kościoła Świętej Trójcy.
       W niniejszym opracowaniu starałem się wydobyć te fakty, które nigdy przedtem nie zostały opublikowane. Szczególnie podziękowania kieruję na ręce księdza kanonika Jana Szczodrego, obecnego proboszcza Baćkowic, za udostępnienie materiałów archiwalnych i osobistą ocenę zdarzeń. Księdzu doktorowi Bogdanowi Stanaszkowi za pomoc w uzyskaniu materiałów archiwalnych kurii sandomierskiej.

  1. AKDS, Parafia Baćkowice.
  2. J. Wiśniewski, Dekanat opatowski, Radom 1907, s. 7-9.
  3. Relacja ks. kan. Stanisława Wrocławskiego, pochodzącego z Baćkowic.
  4. Relacja p. Władysława Hołody, organisty w Baćkowicach.
  5. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Józefa Grzyba.
  6. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Zofii Lipki ze Stanisławowic.
  7. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Balbiny Biernackiej z Baćkowic.
  8. Akta parafii Baćkowice - relacja ks. kan. Jana Oktobrowicza wikarego parafii Baćkowice.
  9. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Zofii Lipki ze Stanisławowic.
  10. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Wojciecha Jopa z Nieskórzowa.
  11. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Michała Kota z Baćkowic.
  12. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Stanisława Podsiadło z Żernik.
  13. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Władysława Firmantego z Olszownicy.
  14. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Stanisława Podsiadło z Żernik.
  15. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Józefa Grzyba mieszkańca Łagowa.
  16. Tamże.
  17. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Józefy Chyc z Nieskuszowa Starego.
  18. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Zofii Lipki ze Stanisławowa.
  19. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Stanisława Podsiadło z Żernik, syna kościelnego.
  20. Aktaparafii Baćkowice - relacja p. Janiny Lipki z Olszownicy.
  21. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Zofii Lipki ze Stanisławowa.
  22. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Józefy Chyc z Nieskuszowa Starego.
  23. Akta parafii Baćkowice . relacja p. Zofii Lipki ze Stanisławowa.
  24. Akta parafii Baćkowice . relacja p. Józefa Grzyba z Łodzi.
  25. AKDS - Protokoły wizytacji bpa Lorka 24 V 1942.
  26. Tamże.
  27. Tamże.
  28. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Janiny Lipki z Olszownicy.
  29. Akta parafii Backowice - relacja p. Leokadii Krowińskiej z Olszownicy.
  30. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Leokadii Krowińskiej z Olszownicy, była ciężko chora.
  31. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Leokadii Krowińskiej z Olszownicy - "Ojca wywieźli na roboty do Niemiec. Mama została z trojgiem rodzeństwa. Ksiądz proboszcz opiekował się nami, zastępował nam ojca i opiekuna, kupił mnie i siostrze ubranka do I Komunii św."
  32. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Marianny Ligus z Baćkowic.
  33. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Wodyńskiej z Baćkowic.
  34. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Józefa Grzyba mieszkającego obecnie w Łodzi.
  35. 35 St. Wrocławski, Ks. proboszcz parafii Baćkowice, Studia Sandomierskie 3 (1982), s. 252.
  36. 36 Akta parafii Baćkowice - relacja Stanisława Podsiadło, syna kościelnego z Baćkowic.
  37. 37 Tamże.
  38. 38 AKDS, Opis parafii Baćkowice z 27 IX 1945 r.; relacja księdza kanonika Jana Oktobrowicza - wikarego parafii Baćkowice.
  39. 39 AKDS, Opis parafii Baćkowice z 27 IX 1945 r.
  40. 40 Akta parafii Baćkowice - relacja p. Mieczysława Firmantego z Olszownicy wspomina, że ks. P. Gołębiowski pożyczył jego ojcu buty, gdy ten udawał się do miasta.
  41. Tamże.
  42. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Balbiny Lipki z Baćkowic.
  43. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Wojciecha Jopa z Nieskórzowa.
  44. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Janiny Lipki z Olszownicy.
  45. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Zofii Lipki ze Stanisławowic.
  46. Akta parafii Baćkowice - relacja p. Balbiny Szuby z Nieskórzowa.
  47. AKDS, List proboszcza M. Słabka do bpa Lorka.
  48. Por.Biblia Tysiąclecia, Księga Koheleta 3, 1-9.